Żołnierskim krokiem po Nowym Sadzie

W promieniach serbskiego słońca –

Nowy Sad

Jest wcześnie rano, żar sączy się z nieba, plecaki ciążą na ramionach już od pierwszych minut po opuszczeniu autobusu, który dowiózł nas z Belgradu na dworzec główny serbskiej miejscowości Nowy Sad. Wysiadamy. Ja i moja koleżanka, Ala. Nie wiemy dokąd iść. A zatem idziemy przed siebie. Mamy cały dzień na zwiedzanie miasta. Ale zostanie już tak do zachodu słońca i powrotu na dworzec, z którego udamy się do Chorwacji: cały dzień będziemy maszerować przed siebie, wypełniając czas żarliwymi dyskusjami o życiu, przeszłości, kaczkach i możliwości bycia wilkiem.

Pierwszym naszym celem jest znaleziony w Internecie „podobno kultowy sklep” z emaliowanymi garnkami. Chcemy takie cudo na własność. Ale niestety sklep jest tak kultowy, że nikt nie ma pojęcia, gdzie się znajduje. Lokalni mieszkańcy dzielnicy, a nawet policjanci wzruszają ramionami w geście „nie wiemy”.

Poddajemy się, by nakierować wszystkie swoje siły na nowy cel: kawa! Kiedy po kilometrach odczutych jak lata świetlne docieramy do centrum i rzucamy się na pierwszą kawiarnię, towarzyszy nam osobliwe uczucie niezrozumienia kontekstu. Mija nas kolumna żołnierzy za kolumną żołnierzy za kolumną żołnierzy… Nie pozostaje nic innego jak zapytać kelnera o wyjaśnienie. Pytamy. Dlaczego… jak… skąd…? A kelner wzrusza ramionami, jak wcześniej zaczepieni o kultowy sklep przechodnie, i stwierdza bez zająknięcia: żołnierze szykują się na wojnę.

 

 

Co wyłania się zza rogu

To serbskie miasto napawało nas zadziwieniem niejednokrotnie podczas naszej kilkugodzinnej wędrówki. Maszerując w stronę słońca, napotkałyśmy kościoły katolickie, cerkwie, Macierz Serbską (Matica Srpska) – najstarsze stowarzyszenie kulturalno-naukowo-oświatowe w Serbii, budynek teatru narodowego, przeszyte pociskami wojennymi budynki, wizualny i werbalny przekaz murów, a także jednoznacznie antyamerykańskie i antyimperialistyczne nawoływania ulic oraz kilka wege okrzyków ze ścian.

 

 

Nowy Sad – Europejska Stolica Kultury 2021

Nowy Sad zapisywany przez Serbów jako Нови Сад, to w łacinie Neoplanta. Miasto tą piękną nazwę otrzymało w połowie XVIII wieku, ale powstało wcześniej, już pod koniec XVII w związku z obecnością habsburskiej twierdzy, której zdjęcia znajdują się poniżej.

Dziś Nowy Sad to drugie pod względem wielkości miasto Serbii (oraz drugi największy ośrodek kultury, któremu przyznano tytuł Europejskiej Stolicy Kultury na rok 2021). Jest stolicą okręgu Wojwodina. Miasto zamieszkuje nieco ponad 250 tysięcy ludzi, w skład których wchodzą nie tylko Serbowie, ale także wielu Węgrów, Słowaków czy Chorwatów. Wśród mieszkańców Neoplanty (cóż poradzić, nazwa ta przypadła mi do gustu bardziej niż Nowy Sad) znaleźć można ciekawych artystów, mieszka tu między innymi Đorđe Balašević, którego kompozycję polecam odnaleźć w serwisie YouTube. Latem z kolei w fortecy odbywa się jeden z największych muzycznych festiwali w Europie – Exit Festival, który w 2014 roku otrzymał nagrodę najlepszego europejskiego festiwalu (Best Major European festival’ przyznaną przez EU Festival Awards).

 

 

Nad Dunajem

W trakcie wędrówki miejskiej przyjemność sprawiło nam odkrycie plaży nad Dunajem, gdzie w skwarze serbskiego słońca ochłodziło nas lokalne piwo, a barman na wieść o tym skąd jesteśmy, zakrzyknął: Lech Poznań! I zaczął opowiadać o polskiej armii i jej działaniach w czasie II wojny światowej.

 

 

Gibraltar Dunaju

Znad Dunaju wypatrzyłyśmy sąsiadującą z Nowym Sadem, niewielką (jak się później okazało, z około czternastoma tysiącami mieszkańców) miejscowość – Петроварадин, czyli Petrowaradin, i jej znak rozpoznawczy – nazywaną „Gibraltarem Dunaju” fortecę.

Wspomniana już powyżej Twierdza Petrowaradin, oraz cała miejscowość, przechodziły z rąk do rąk (walki o twierdzę toczyli Austriacy z Turkami, potem Węgrowie, w XX wieku forteca należała do Jugosławii, a po jej rozpadzie kolejno do Serbii i Czarnogóry, a później do niepodległej Serbii).

„Gibraltar” ów poobserwowałyśmy w klasycznym jego ujęciu nad Dunajem, ale resztkami sił udałyśmy się też na drugi brzeg rzeki, by wspiąć się po wzgórzu, na którym twierdza stoi, i rzucić okiem na Nowy Sad. Choć pod fortecą rozciągają się podziemne tunele, a sama twierdza oferuje wiele kilometrów spaceru w kuszącym bałkańskim słońcu, nacieszyłyśmy oczy pejzażem sąsiedniego miasta, wypatrzyłyśmy kilka lokalnych obrazków perełek, zakupiłyśmy pocztówki w galerii/mieszkaniu/lofcie artysty/właściciela galerii/pana o zabłąkanym spojrzeniu, po czym udałyśmy się w stronę posiłku.

 

 

Być może nie daje wam spokoju wspomniana wojna? Bez obaw, kelner postanowił zadrwić z turystek. 23 kwietnia w Serbii odbywała się parada militarna związana z dniem wojska serbskiego. A przy okazji Fashion Week Serbia. Jak podoba wam się to połączenie? W moim przekonaniu zaskakujące jak sama Serbia 🙂

 

2 myśli na temat “Żołnierskim krokiem po Nowym Sadzie

  1. 😀 😀 😀 Te garnki! Cóż, tam się nie udało, ale w przyszłości, mam nadzieję – niedalekiej, zaserwuję Ci herbatę z kultowego jugosłowiańskiego czajniczka 😉

Dodaj komentarz