Podróż z otchłani ku wolności

„Człowiek w poszukiwaniu sensu”

Viktor E. Frankl

Są książki, które bawią, które straszą, które smucą. Są i takie, które pobudzają do działania lub przemyślenia tego, co tu i ówdzie uwiera, a nie chcemy za bardzo się do tego przyznać nawet przed sobą. Są jednak i takie, które poruszają całościowo. I to nie jest zwykłe ukłucie, po którym przechodzimy do rutyny dnia. One chwytają za gardło i nie puszczają dopóki nie przyjmiemy innej perspektywy oglądu naszej codzienności. Taką właśnie lekturą jest „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktora Frankla.

Tytuł może niestety przywoływać na myśl książki od trenerów personalnych, poradniki tysiąca rad na życie i wypełznięcie na poziom fit. Niesłusznie, nieprawda, to zupełnie nie to. Zresztą sam podtytuł na to wskazuje – „głos nadziei z otchłani Holocaustu”.

Viktor Frankl znany jest przede wszystkim jako pochodzący z Austrii psychiatra. Ważne jest jednak także, że oprócz bycia profesorem neurologii i psychiatrii oraz wprowadzenia nowej metody psychoterapii – logoterapii, był także doktorem filozofii. To nie jego imponująca kariera naukowa stanowi jednak sedno tej wyjątkowej książki. „Człowiek w poszukiwaniu sensu” to książka będąca wyzwaniem i przesłaniem dla czytelnika na wielu poziomach.

Anonimowy numer

To zapis osobistej, tragicznej podróży przez największe cierpienie, cierpienie obozów koncentracyjnych, których więźniem był Frankl i jego bliscy. Początkowo historię swojej wstrząsającej tułaczki zamierzał opublikować anonimowo, za autora podając numer przypisany mu w obozie. W ostatniej chwili jednak jego przyjaciele przekonali go do zmiany decyzji i podpisania książki własnym nazwiskiem. Jak sam pisze, paradoksem tej sytuacji było to, że esej, którego autorstwo zamierzał ukryć przed światem, uczynił go w oczach tego świata znanym. A jest to naprawdę szczery esej, turpistycznie szczery. Tak jak szczere bywa to, co w zamierzeniu ma pozostać anonimowe. Książka stanowi z jednej strony osobistą opowieść tego, który ocalał i powrócił z oka cyklonu. Z drugiej strony jest próbą zaproponowania nowego rodzaju terapii opartej na poszukiwaniu sensu w życiu człowieka – logoterpaii.

 

Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje

He who has a why to live for can bear almost any how

Friedrich Nietzsche

 

Chyba bardziej niż to w języku polskim, lubię tłumaczenie słów Nietzschego na angielski. Ten, kto zna odpowiedź na pytanie o sens swojej egzystencji, zniesie i udźwignie każde jej warunki, nawet te najgorsze. Na te słowa Nietzschego powołuje się Frankl, wyprowadzając jedno z najoptymistyczniejszych przesłań w literaturze z jakim się spotkałam. Dodatkowo pochodzi ono z jednego z największych koszmarów ludzkości. Tym bardziej więc siła tego przesłania poraża swoją mocą.

To, że jako istoty ludzkie jesteśmy wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju, wyróżnia nas spośród innych, nadając sens naszej egzystencji i wpływając w jednakowy sposób zarówno na naszą pracę twórczą, jak i na naszą zdolność do miłości. Kiedy uświadomimy sobie, że nie da się zastąpić jednego człowieka drugim, rola odpowiedzialności, jaką ponosimy za własne życie i jego podtrzymywanie, ukaże nam się w całej swej wielkości. Człowiek, który zda sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką ma wobec innej ludzkiej istoty, która go kocha i z niecierpliwością wyczekuje jego powrotu, albo wobec jakiejś nieukończonej pracy, nigdy nie będzie zdolny odebrać sobie życia. Wie już, dlaczego żyje, a to pozwoli mu znieść to, jak żyje.  

Sens życia manifestuje się w każdych okolicznościach. Nie ma ludzkiego życia które pozbawione byłoby sensu. Trudnością jest ten sens czasem wypatrzeć na horyzoncie swoich przeżyć. A jeszcze trudniejsze pozostaje, choć konieczne, wzięcie odpowiedzialności za swoją egzystencje, która dotyka przecież także innych ludzkich istnień. To ogromne wyzwanie do podjęcia. Nie ma też na tej drodze prostego drogowskazu, który nakreśliłby definicję sensu, czegoś, co powiedziałoby nam wprost: oto twoje przeznaczenie i powołanie. Oba są dla nas zadaniem do rozpoznania. Może się zresztą okazać, że oto naszym przeznaczeniem jest cierpieć. Od nas tylko zależy jak to zadanie wypełnimy.

(…) z ludzkim cierpieniem jest jak z gazem. Jeśli wpuścić pewną jego ilość do zamkniętego pomieszczenia, gaz wypełni je w sposób równomierny i całkowity, bez względu na jego rozmiary Podobnie cierpienie całkowicie „wypełnia” duszę i świadomość człowieka, bez względu na to, czy cierpimy ogromnie, czy tylko trochę.

Frankl rzuca czytelnikowi rękawicę – przyjmij odpowiedzialność za to, co robisz i kim jesteś w takich warunkach, jakie są ci dane. Twój sposób realizacji tego zadania jest twoją wolnością, której nikt nie jest w stanie ci odebrać. Przyjmując te słowa za prawdziwe, nadajemy sens każdemu monetowi swojego życia.

(…) człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego – ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach (…)

Światło pochodni

Historii Frankla i jego przesłania nie można zbagatelizować. Oznaczałoby to odwrócenie wzroku od oblicza, które spogląda na nas z lustra. Lektura „Człowieka w poszukiwaniu sensu” to prawdziwa podróż w głąb i mrok, na szczęście z jasno zapaloną pochodnią:

Słowa Frankla przypominają przesłanie, które ostatnio zyskuje coraz bardziej na popularności (także w Polsce). Chodzi o wykłady głoszone przez doktora Jordana B. Petersona. Recenzja jego najnowszej książki już wkrótce pojawi się na tym blogu.

Tymczasem może warto sięgnąć po Frankla. Jeśli nie do samej lektury, to chociaż do jej przesłania, mgliście tu zarysowanego, i spojrzeć na siebie tak, jak patrzy się na kogoś, od kogo oczekuje się wielkich rzeczy – wolności i odpowiedzialności za siebie wśród innych. 

Jedna myśl na temat “Podróż z otchłani ku wolności

Dodaj komentarz