Wjeżyć można z całej epy

Mija właśnie dziesięć lat mojej tułaczki po poznańskich podwórkach. Przystankiem są mi obecnie stare, dobre Jeżyce – dzielnica modna, tętniąca życiem, budująca swój wizerunek post-raperski na hummusie i awokado – by, wybaczcie, zakpić z hipsterskiego ducha Jeżyc nawiedzającego tę część miasta od kilku już lat.

I nie zrozumcie mnie źle – fajne te nowe Jeżyce z knajpkami, zadbanymi skwerkami i wciąż głośno bijącym sercem rynku, do którego napierają gwarne żyły ulic tłoczące ludzkie potrzeby, a z którego prowadzą arterie człowieczego potencjału do innych części miasta.

To między innymi dlatego tak bardzo cieszy mnie ten przystanek na mojej drodze. I dlatego pragnę znaleźć na swoim blogu przestrzeń dla Jeżyc.

Co zatem oznacza owo wjeżenie?

Trzy ważne sprawy.

Po pierwsze, w tę starą, ale jarą dzielnicę chcę się wjeżyć, czyli wtopić. Zlokalnieć i spowszednieć Jeżycami, a swoją przygodę zrelacjonować na robinisonadzie.

A zatem wjeżyć się, to żyć tu po prostu i odkrywać to poznańskie poletko należycie – jak ląd niezbadany, do którego wyruszam z prywatną ekspedycją.

A w końcu wjeżyć to uwierzyć w lokalną wspólnotę, która tutaj działa, tworzy, żyje. I, oby się udało, być jej częścią.

A zatem oto jeżycka inauguracja procesu wjeżania się w to jedno z najlepszych poznańskich podwórek. A jak chcę to uczynić? W jedyny słuszny sposób – całą mocą, a zatem, jak mawiają w Wielkopolsce –

z całej epy!

2 myśli na temat “Wjeżyć można z całej epy

Dodaj komentarz