Osobliwe Monako

No to jakie jest to Monako?

Może od razu wprost to wyrażę: Monako jest kuriozalne.

Pod wieloma względami.

Ekstrawaganckie, wymyślne, niezwykłe, pokręcone i osobliwe.

Kuriozalne.

Wyburzanie Monako

To państwo-miasto kojarzone z miliarderami i hazardem, a także życie w tym miejscu, było mi dane obserwować wielokrotnie. Spędziłam tu wiele tygodni w różnych porach roku, odwiedzając przyjaciół. Monako za każdym razem zaskakiwało.

Na początku zaskoczyło swoim przepychem i uczuciem, które wywołuje: „czy ja jestem na planie filmowym”?! Do widoku diamentów na ulicy i parków wyścielanych sztuczną trawą, jachtów i ferrari parkowanych pod klubami nocnymi i kasynami, można się szybko przyzwyczaić i nie robi to już wrażenia po kilku dniach spędzonych w Monte Carlo. Oprócz milionerów, miliarderów, bilionerów i książąt, żyją tam też ludzie, którzy nie są bogaczami. Monako stosunkowo od niedawna jest siedliskiem bogactwa w Europie w takim wymiarze, z jakim dziś kojarzymy to miejsce. Przebudowa Monako rozpoczęła się kilkadziesiąt lat temu. Dziś charakterystyczne budynki, pięknie, zdobione wille, sukcesywnie są wyburzane, by w ich miejsce wybudować jak największe i jak najwyższe apartamentowce (tak jak ten najnowszy – Odeon, który zobaczyć można na fotografii powyżej, a który zdecydowanie wyróżnia się na tle charakterystycznej panoramy Monte Carlo). Cóż, już pewnie całkiem niedługo krajobraz Monako całkowicie się zmieni, przypominając raczej panoramę Dubaju niż Morza Śródziemnego.

Gęstość zasiedlenia już teraz jest ogromna, a że nie ma gdzie budować, a wkrótce nie będzie już co wyburzać (niedawno pod „młot” poszło zabytkowe kino), książę Albert II zadecydował o wybudowaniu sztucznej wyspy, na której mogłyby powstać wieżowce. Sztuczna wyspa w Monako? Jak to mówią: kto bogatemu zabroni. W międzyczasie rdzenni mieszkańcy sprzedają swoje mieszkania deweloperom, dostając w zamian pieniądze albo lokum w nowych apartamentowcach. Monako po raz kolejny przechodzi transformację.

Nie chcę opowiadać o brylantach na plaży, Guccim na nosach modelek, które opalają się nad wodą i o Grand Prix, o którym wszyscy słyszeli. Dlatego też w tym miejscu proponuję nieco inną wizualną stronę Monako – przez analogowy obiektyw.

Większość turystów po to właśnie przyjeżdża do Monte Carlo: ci, którzy mają pieniądze, by je roztrwonić, ci, którzy ich nie mają aż tak wiele, by poobserwować jak inni je trwonią na znak prestiżu. Ale warto zaznaczyć jedno: Monako może być ciekawe bez kieszeni wypchanych dolarami lub rublami (oj tak, jedną z najliczniejszych mniejszości w Monako są Rosjanie).

Lawenda, góry i morze

Provence-Alpes-Côte d’Azur (PACA)

To w końcu Côte d’Azur czyli Lazurowe Wybrzeże, a także Alpy Nadmorskie i Prowansja w jednym! Tak zresztą nazywa się francuski region, w którym znajduje się osobne państwo, Monako: Provence-Alpes-Côte d’Azur (PACA). Oszałamiające piękno tego regionu jest dostępne bez opłat. Plaże usłane drobnymi kamykami, czysta, ciepła woda, sączące się z nieba przyjemne słoneczne promienie… to po pierwsze. W okolicy Monaco urokliwe małe miasteczka i francuskie wioski  (jak choćby gmina i miejscowość o tej samej nazwie – Peille, czy też Roquebrune-Cap-Martin) położone w Alpach, a także większe miasta, jak turystyczne Menton czy ogromna i turystyczna Nicea, oferują nie tylko fantastyczne widoki, ale także rozrywkowe, historyczne i sportowe atrakcje, to po drugie. Podziwiać widoki, które inspirowały Picassa czy Matisse’a, spacerować nad brzegiem lazurowej wody wijącymi się promenadami (i to nie tylko nicejską Promenadą Anglików), pić litrami czerwone wino… No dobrze, może ta ostatnia atrakcja nie jest zupełnie za darmo, ale wino dobrej jakości nie jest we Francji drogie.

Główne atrakcje Monako – jak z katalogów

A samo Monako? – zapytacie. Tu także można zakosztować historii i kultury. Znajduje się tu Forum Grimaldi, w którym co roku na wakacje odbywa się wielka wystawa sztuki (oczywiście największe nazwiska w branży, najbrzydziej sprawę ujmując), jest główny port, ogrody Saint-Martin, z których obejrzeć można piękną panoramę Port de Fontvieille, jest ogród japoński, ogród egzotyczny imienia księżnej Grace Kelly, i w ogóle sporo zieleni (oczywiście starannie przystrzyżonej i uładzonej). Pokluczyć można także uliczkami najstarszej dzielnicy, czyli La Condamine, i tu też pooglądać można piękne stare wille.

Z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji Monako zwykle wymienia się oceanarium i główne kasyno, które oglądać można oczywiście tylko z zewnątrz (no chyba, że jednak te kieszenie wypchane są dolarami lub rublami). To na skwerze przy kasynie turyści robią sobie, obowiązkowe jak się zdaje w tym miejscu, zdjęcie z luksusowymi samochodami należącymi do obcych ludzi. A ci obcy ludzie już pokazali swoje karty kredytowe, siedzą przy ruletce, a ich samochody na widok publiczny wystawili pracownicy kasyna.

Jest także blichtr galerii handlowej, miejsce religijne, czyli katedra św. Mikołaja (i jeszcze kilka kościołów). No i oczywiście pałac księcia na skale! Z góry rozpościera się przed oczami wspaniała panorama Monako i jego głównego portu (zdjęcie powyżej). Można przejść tunelem, którym jeżdżą kierowcy Formuły 1 w trakcie Grand Prix Monako, można wstąpić do klubu nocnego obok Forum Grimaldiego. Zimą z kolei skorzystać można z uciech świątecznego jarmarku, który co roku ma inną tematykę. W 2015 roku Monako świętowało Boże Narodzenie pod hasłem „Noël Russe” (czyli Rosyjskie Boże Narodzenie), mrugając okiem w stronę rosyjskich turystów i mieszkańców. Wśród matrioszek można było zjeść churros, pojeździć na łyżwach i napić się kakao.

W lipcu lub sierpniu można z kolei liczyć na spotkanie przyjeżdżających na Riwierę sław, jak na przykład Karla Lagerfelda, który wynajmuję tu pokaźnych rozmiarów Villę La Vigie należącą do książęcej rodziny Grimaldi (no cóż, nie chcieli mu jej po prostu sprzedać).

Wszystko zależy od naszej pomysłowości i grubości portfela. Można czaić się za rogiem i czekać na Lagerfelda lub przygotowującą nowy teledysk Madonnę, można także wstać przed wszystkimi o piątej lub szóstej nad ranem i pomaszerować wzdłuż linii brzegowej, która zionie pustką po głośnej nocy. Obu tych rzeczy nie robiłam, ale…

ja Monako lubię

Jednej z pierwszych nocy spędzonych w Monako moja przyjaciółka stwierdziła: „wszystko tu jest takie sztuczne”! Całkowicie rozumiem to stwierdzenie. Monako to przepych: można tu stanąć nad brzegiem morza w jedną z wakacyjnych sobót i podziwiać jedne ze słynnych spektakli fajerwerków. Miliony euro wypuszczane z taką lekkością w powietrze co tydzień to dla mnie esencja tego państwa-miasta. Ale ja mimo to lubię Monako, oczywiście lubię je za coś zupełnie innego. Bliskie mojemu sercu jest przez ludzi, którzy tu mieszkają. A ich przyjaźni, która nie jest sztuczna ani ze złota, nie kupi się za żadne pieniądze (ot tak sobie na koniec pozwolę zauważyć). Dlatego tak cudnie zawsze wracało mi się do tego miejsca 🙂

Dodaj komentarz